4/18/2018

SALLY HANSEN INSTA-DRI VS POSHÉ TOP COATS


Dzięki promocji w Rossmannie przypomniałam sobie o topie SALLY HANSEN, INSTA-DRI, którego używałam w tamtym roku, wspomniałam Wam chyba o nim kiedyś, jeśli nie w poście, to na pewno w komentarzu. Wtedy byłam z niego zadowolona ale nie w 100% - szybko gęstniał (dałam radę zużyć trochę ponad połowę butelki, ostatecznie zakończyłam z nim moją przygodę na drugiej), rozcieńczalnik nie dawał sobie rady a na powierzchni tworzyła się masa bąbli... Zirytowana szukałam informacji o innych szybko wysychających utwardzaczach i tak trafiłam na POSHÉ - z niego również nie jestem do końca zadowolona, ponieważ lubi ściągać lakier jak Seche Vite (z tym to dopiero był horror!). Dzisiaj dodaję porównanie, bo w ostatnim poście o paznokciowych niezbędnikach nie napisałam nic o Poshé, a SH używam obecnie. Ściąganie lakieru - dla mnie chyba jeszcze bardziej upierdliwe niż bąblowanie - o ile bąble często same znikają podczas schnięcia lub można je usunąć przejeżdżając jeszcze raz pędzlem w miejscu ich powstania, tak na ściąganie nie ma rady. Jedynie technika może temu zapobiec, ja próbowałam różnie nakładać top, ale często miałam z tym problem, zwłaszcza gdy ścięłam paznokcie do zera. Poshé ZAWSZE będzie ściągać lakier, jeśli nie zabezpieczy się końcówek, a nie znoszę tego robić! To samo przy skórkach - trzeba nałożyć go tak, aby zachodził za lakier, ale to i tak nie daje gwarancji, że sam się nie skurczy. Tęskniłam za czasami kiedy używałam zwykłego topu z Inglota i nie miałam takich problemów, jedynie schnął dłuuugo i nie dawał tego fajnego żelowego nabłyszczenia. W przypadku SH nic takiego się nie dzieje, top nie ściąga lakieru ani przy skórkach ani na końcówkach! Lakiery metaliczne - nie pamiętam jak z SH (i nie przypominam sobie, by niszczył metaliczny mani, ale dam wkrótce tutaj znać), przed aplikacją Poshé trzeba poczekać dłuższą chwilę, bo lubi ściągać metaliczne lakiery - nie na końcówkach i bokach, tylko po środku, zamiast pięknych prostych pociągnięć pędzla mamy drobinki powykręcane w każdą możliwą stronę... Bąblowanie - po SH można przejechać bez problemu kilkakrotnie, Poshé szybko zastyga i mani będzie wyglądać jeszcze gorzej (robi się więcej bąbli, lakier zaczyna się ciągnąć i powierzchnia jest nierówna) + zauważyłam, że od początku bardziej bąbluje. Czas schnięcia/utwardzenie - Poshé nie ma sobie równych w tej kategorii, SH schnie trochę dłużej, więc nie można zacząć zaraz czegoś robić. Wyrównywanie powierzchni lakieru - raczej SH radzi sobie z tym lepiej. Nabłyszczenie - jeden i drugi tak samo dobrze nabłyszcza. Przedłużenie trwałości - w tej kwestii najwięcej zależy od lakieru kolorowego, jeżeli jest beznadziejny to top niewiele zdziała, np. u mnie trwałość lakierów z Inglota jest przedłużona o 2 dni, a w sumie noszę je max. 3 dni. Cena/dostępność - Poshé kosztuje 15-20zł za 14ml + przesyłka, widziałam go tylko w @, natomiast SH jest dostępny stacjonarnie np. w Rossie za 22zł/13,3ml. Który ja wolę? INSTA-DRI! - nie muszę zabezpieczać końcówek (oczywiście jeśli zabezpieczycie, będziecie dłużej cieszyć się pięknym mani, ja zmieniam kolor co 2-4 dni, więc jest mi obojętne czy lakier szybciej odpryśnie/zetrze się z końcówek), wolę poczekać dłużej aż podeschnie niż męczyć się z pęcherzykami powietrza i ściągniętym lakierem! Na pewno za niedługo będę się wkurzać na gęstnienie, ale także Poshé nie został przeze mnie zużyty do końca. Może trochę wolniej gęstnieje, ale i tak została mi odrobinę mniej niż połowa, która jest do wyrzucenia :(

3/18/2018

HOW I TREAT MY LIPS - TENDER CARE BALM & VELOUR LIP SCRUB


Moje usta są najbardziej narażone na uszkodzenia zimą (zawsze jest to przełom lutego i marca), wtedy są wyjątkowo suche i muszę szczególnie o nie dbać. Z dłońmi niestety dzieje się u mnie to samo i nigdy nie obędzie się bez nakładania kremu kilka razy dziennie. W ciągu roku gdy jest ciepło, mogę często pomijać używanie balsamu do ust, oczywiście peeling robię regularnie, aby kredki i matowe szminki dobrze na nich wyglądały, nie znoszę widocznych suchych skórek! Od lat stosuję miodek z ORIFLAME, TENDER CARE PROTECTING BALM i nie znam lepszego produktu! Koi, nawilża i odżywia. Używam także podczas kataru, kiedy skóra wokół dziurek nosa jest wysuszona i podrażniona chusteczkami. Miodku można używać praktycznie na każdą część ciała (np. łokcie), jest to produkt uniwersalny. Poluję na niego na przecenie i zawsze biorę większą ilość, ponieważ najbardziej się to opłaca. Jego regularna cena to ok. 26zł, a w promocji 10zł :) Do jutra aktualna jest oferta z marcowego katalogu, za 25zł możecie kupić 3 różne wersje zapachowe. Moje ulubione to borówka i róża oraz klasyczna wersja w jasnoróżowym opakowaniu. Do peelingu używałam kiedyś osobnej szczoteczki do zębów, jednak wolę po prostu scrub. Zamawiając inną rzecz ze sklepu internetowego, do koszyka dodałam ten od JEFFREE STAR'A, VELOUR LIP SCRUB o smaku truskawkowym (btw, scrub jest jadalny, drugi dostępny smak to mohito, obstawiam, że jeszcze gorszy...) ale przez to, że pachnie i smakuje sztucznie nie lubię go używać. Robi swoje a cena była wysoka - ok. 70zł, WTF, dlatego nie wyrzuciłam go do kosza. Na pewno nie kupiłabym ponownie ;) Peeling robię raz/dwa razy w tygodniu, dzięki systematyczności oraz późniejszemu nawilżeniu/odżywieniu nie muszę robić go za każdym razem bezpośrednio przed nałożeniem szminki. Wracając do balsamu - aplikuję zaraz po peelingu i na noc. Jeśli nie muszę, nie robię tego w ciągu dnia, nie znoszę mieć takiej mazi na ustach, a podczas wiatru obklejonych włosami ust (dlatego tak uwielbiam matowe szminki), aczkolwiek dobrze mieć jakąś ochronę np. wychodząc na mróz.

3/14/2018

26TH OCTOBER


H&M JACKET & SCARF / H&M TREND JEANS / ZARA BAG / MANGO SUNGLASSES / ADIDAS STAN SMITH SHOES

3/13/2018

IS IT SPRING ALREADY?


STRADIVARIUS COAT / H&M TREND JEANS / H&M SCARF & SUNGLASSES / ADIDAS SUPERSTAR SHOES

3/11/2018

BEST SPRING/SUMMER NAIL POLISH COLORS


WHERE DID SUZI'S MAN-GO? / SORRY, I'M FIZZY TODAY / WE SEAFOOD AND EAT IT / MIAMI BEET / JAVA MAUVE-A/ TWO-TIMING THE ZONES /
I MANICURE FOR BEADS / I CAN NEVER HUT UP / GIFT OF GOLD NEVER GETS OLD


W sezonie wiosna/lato mam ochotę na pomarańcze, korale, intensywne róże i fiolety, jasne zielenie przełamane szarością oraz złoto. Wczoraj pomalowałam już paznokcie jednym z lakierów ze zdjęcia, tutaj swatch - WHERE DID SUZI'S MAN-GO? i dodałam brokat CHINA GLAZE, GLIMMER MORE, czyli tak jak lubię najbardziej :P Btw, to prędzej kolor papai a nie mango. Moim głównym neutralem będzie JAVA MAUVE-A, który pojawi się również na stopach. Następny w kolejce to krewetkowy WE SEAFOOD AND EAT IT, przypomina mi Cajun Shrimp, który miałam na paznokciach w maju ubiegłego roku i był jednym z moich sezonowych ulubieńców, jednak kolor z najnowszej kolekcji LISBON jest dużo jaśniejszy i bardziej różowy. MIAMI BEET wyszedł tu ciemniejszy niż jest w rzeczywistości i jak bordo, tak naprawdę to malinowy róż. I CAN NEVER HUT UP - poprzedniej wiosny miałam na paznokciach podobny kolor Suzi Takes the Wheel (również Wam polecam), jutro mam dostać bardziej zielony Stranger Tides, chcę jeszcze inną zieleń z kolekcji ICELAND - This isn't Greenland. To właśnie ta kolekcja oraz FIJI (z niej także cukierkowy róż TWO-TIMING THE ZONES - uwielbiam!) najbardziej im się udała i większość kolorów jest wspaniała! XOXO nie zachwyciła mnie, wzięłam tylko jasne złoto GIFT OF GOLD NEVER GETS OLD, ponieważ takiego chromowego złotka brakowało w moich zbiorach. I MANICURE FOR BEADS to jeden z najlepszych intensywnych fioletów jakie widziałam, a na apetyczną różową brzoskwinkę SORRY I'M FIZZY TODAY z kolekcji COCA-COLA miałam ochotę od 3 lat, wtedy to kupiłam moje pierwsze lakiery OPI ;)

3/06/2018

TOP 3 PERFUMES OF THE MOMENT / WINTER


MARC JACOBS, DAISY KISS / YSL, BABY DOLL / MARC JACOBS, DAISY BLUSH

Typowo wiosenno-letnie zapachy, ale lubię używać takie również zimą. Z serii Kiss miałam także Daisy Dream, ale w tamtym roku była moim nr jeden i niestety bardzo szybko ją wypsikałam. Widziałyście edycję TWINKLE na ten rok? Fiolet, złoto i brokat, cudo! :D Jestem bardzo ciekawa jak pachną. Wracając do powyższych - DAISY KISS jest kwiatowo-owocowa, trochę pudrowa, pachnie magnolią oraz delikatnie brzoskwinią. DAISY BLUSH również kwiatowo-owocowa (jednak bardziej kwiatowa), ma w składzie jeden z moich ulubionych kwiatów - konwalię, która jest najbardziej wyczuwalna. Już w tamtym roku pisałam, że chciałabym ją kupić ale najlepiej na wyprzedaży i udało się. Pozostałe główne nuty to gruszka oraz lilia wodna. BABY DOLL to jedna z moich ulubionych perfum od 6 lat (!) i była moim ślubnym zapachem :) Uwielbiam różę, dlatego to pierwsza butelka jaką sobie kupiłam (wcześniej zdążyłam wypsikać dużą ilość różnych perfum mamie :P) i na pewno kupię ponownie. Pozostałe nuty to m.in. czarna porzeczka, ananas, pomarańcz.

3/04/2018

MY MANICURE ESSENTIALS



Mam dla Was post o moich paznokciowych niezbędnikach - nareszcie znalazłam swoje "holy grail" z każdego rodzaju produktu, więcej aktualizacji nie będzie ;) Miałam dodać go dużo wcześniej, ale chciałam wszystko dokładnie wypróbować. Napiszę również krok po kroku jak wygląda mój manicure. Paznokcie maluję co 3-4 dni, ponieważ kolor szybko mi się nudzi i mam ochotę na nowy, jednak zdarza mi się mieć jakiś mani przez tydzień lub półtora, ponieważ tak mi się podoba! Niestety moje skórki  bardzo szybko odrastają i po trzech dniach nie wyglądają dobrze. To drugi powód dlaczego zmieniam kolor tak często. Muszę pamiętać o codziennym nakładaniu olejku na skórki (przed pomalowaniem również na paznokcie, aby je odżywić), jednak do tej pory o tym często zapominałam... A najlepsza opcja to smarować je dwa razy w ciągu dnia. Dzięki zapachowym olejkom z INDIGO udaje mi się nawilżyć je chociaż ten raz dziennie. Mój ulubiony zapach to POP SUGAR, wzięłam również taki sam balsam, który używam jako krem do rąk. MATRIOSHKA podoba mi się mniej i myślałam, aby oddać ją mamie, z drugiej strony wolałabym mieć inny zapach, by używać naprzemiennie.  Na instastory pisałam Wam o reszcie zapachów - relacja już zniknęła, ale dodałam ją do wyróżnionych, znajdziecie wszystko pod bio. Lakier usuwam przy pomocy specjalnych klipsów na paznokcie - nasączam wacik w zmywaczu, zawijam dookoła palca i wkładam klips. Czekam 2-7 minut i wszystko pięknie schodzi. Oczywiście czas zależy od tego jak bardzo lakier jest oporny (np. brokatowy). Następnie biorę prysznic lub kąpiel, ponieważ wszelkie pozostałości usuwają się w wodzie, a skórki są bardzo miękkie. Jednak idealnie miękkie mam dopiero po użyciu płynu SALLY HANSEN, INSTANT CUTICLE REMOVER, który trzymam przez 5 minut (producent pisze o 30 sek ale dla mnie to za krótko). Skórki wycinam ekstremalnie cążkami, ponieważ baaardzo nie lubię, gdy są widoczne (albo suche!), więc samo odepchnięcie by się nie sprawdziło. Płytkę skracam i/lub nadaję odpowiedni kształt. Wszelkie nierówności wygładzam pilnikiem INDIGO o ziarnistości 100/180, bloczkiem polerskim lub polerką INGLOT - preferuję tę ostatnią. Aplikuję olejek na płytkę oraz skórki i jeśli czas mi na to pozwala, trzymam aż pół godziny. Obficie spłukuję resztkę wodą i przemywam cleanerem. Następnie biorę się już za malowanie. Najważniejsza jest dobra baza - w moim przypadku GOLDEN ROSE, BLACK DIAMOND HARDENER, wcześniej używałam OPI, NAIL ENVY (cudo! i lepszy od GR ale dużo droższy) lub SALLY HANSEN, DIAMOND STRENGTH. SH nie utwardza paznokci jak GR i OPI, więc używam rzadko (obecnie wcale). Nie wiem czy wzmacnia paznokcie, bo w moim przypadku liczę na konkretny efekt, natomiast chroni płytkę przed odbarwieniem, ma super konsystencję i pędzelek, dodatkowo mocno się błyszczy, więc można używać samodzielnie (w sumie tamte również). Maluję paznokcie wybranym kolorem. Nakładam szybkoschnący top POSHÉ i po chwili mogę wrócić do normalnych czynności bez obawy, że uszkodzę mani. Ponownie aplikuję oliwkę, tym razem na same skórki. Stwierdziłam, że nie będę już zapuszczać paznokci do taaakiej długości jaką miałam do tej pory, ponieważ po pierwsze niewygodnie mi takimi wszystko robić, a po drugie dużo lepiej malować mi krótsze! Zdziwiłam się, gdy sobie o tym przypomniałam i w końcu cienki pędzelek nie jest mi straszny, haha. Aha, REAL BODY GUARD używam do zabezpieczenia skórek, gdy chcę nałożyć brokat gąbeczką. Do poprawek używam precyzyjnego, sztywnego pędzelka nasączonego zmywaczem. Nie chciałam mieszać zwykłych lakierów z hybrydami, więc osobny post o tych drugich wkrótce. Btw, nadal wolę te tradycyjne, ale np. efekt cat eye jest przepiękny! Mamy już marzec, wraz z poprawą pogody możecie spodziewać się stylizacji, a zaległe dodam w najbliższym czasie. Dodatkowo pojawi się post z moimi ulubionymi "zimowymi" perfumami, bo niestety zima jeszcze trwa (mam nadzieję, że niedługo) oraz lakierami, które chcę użyć wiosną :)